KALENDARZ

Portrety Migracji – wirtualna wystawa

Dzięki uprzejmości Ambasady Szwecji w Polsce i Instytutu Szwedzkiego,
mamy przyjemność wirtualnie zaprezentować wystawę Portrety Migracji,
stanowiącą spotkanie z ludźmi, których los zmusił do szukania swojego domu w Szwecji.

Zdjęcia i tekst:
Alexander Mahmoud
Tłumaczenie:
Justyn Hunia
Menedżerki projektu:
Mona Loose & Karin Kärr
Tekst wprowadzający do wystawy:
Emma Randecker
Projekt graficzny:
Kidler

PORTRETY MIGRACJI

SZWECJA POZA MEDIALNYMI DONIESIENIAMI

Migracje nie są znakiem tylko naszych czasów – przez wieki decydowały o kształcie państw i świata. Obecnie mamy jednak do czynienia z sytuacją bez precedensu: na całym globie przeszło sześćdziesiąt pięć milionów ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów.

Migracje to także nieodłączna część historii Szwecji – co szósty współczesny Szwed urodził się poza granicami kraju. Pod względem skali do największej wędrówki ludności doszło jednak między połową XIX wieku a latami trzydziestymi wieku XX, kiedy to półtora miliona Szwedów wyemigrowało do obu Ameryk i Australii. Tamta fala uchodźstwa objęła około dwudziestu procent mężczyzn i piętnastu procent kobiet urodzonych w drugiej połowie XIX wieku. Wyjeżdżali z kraju, by uciec przed biedą i prześladowaniami religijnymi, a także by znaleźć lepsze życie dla siebie i swych rodzin. W ciągu ostatnich kilku lat Szwecja przyjęła rekordową liczbę osób, które musiały uciekać ze swoich krajów, licząc na lepsze jutro gdzie indziej. W obliczu przewlekłej wojny domowej w Syrii, Szwecja udzieliła schronienia większej liczbie uchodźców (proporcjonalnie do liczby mieszkańców) niż jakikolwiek inny kraj Europy. Fakt ten odcisnął piętno na części społeczeństwa. Szwecja należy do grona 196 państw, które ratyfikowały ONZ-owską „Konwencję dotyczącą statusu uchodźców” z 1951 roku, co oznacza, że jesteśmy prawnie zobowiązani zapewniać uchodźcom ochronę. Mimo że Szwecja ma dobre przygotowanie i duże doświadczenie w radzeniu sobie z imigracją, przyjęcie przeszło stu sześćdziesięciu tysięcy azylantów, którzy przybyli do kraju w 2015 roku, stanowi dla państwa ogromne wyzwanie. Szczególną troskę budzi problem zakwaterowania i edukacji. Z myślą o zagwarantowaniu dostatecznej ilości zasobów już przyjętym osiedleńcom rząd podjął szereg działań zmierzających do ograniczenia napływu uchodźców: pod koniec 2015 roku zaostrzono kontrolę graniczną, a w czerwcu 2016 roku przyjęto zmiany w przepisach, utrudniające osobom ubiegającym się o azyl uzyskanie pozwolenia na pobyt i łączenie rodzin. Celem wystawy jest zaprezentowanie nowego spojrzenia na zjawisko emigracji do Szwecji oraz ukazanie aktualnej sytuacji w kraju. Jeśli wyjrzymy poza medialne doniesienia o chaosie i regresie, poza politykę i działania władz, zobaczymy ludzi, którzy próbują budować nowe życie w nowym kraju, jak również instytucje społeczeństwa obywatelskiego, które starają się pożytkować możliwości, jakimi dysponują przyjeżdżający tu wszyscy świeżo upieczeni Szwedzi. Fotograf Alexander Mahmoud zjeździł całą Szwecję w poszukiwaniu opowieści o migracji. Ludzie, których spotykał, podzielili się z nim swoimi przeżyciami – ucieczkami, traumami i nadziejami. Ich historie złożyły się na prezentowane na wystawie portrety migrantów.

ALEXANDER MAHMOUD

Alexander Mahmoud (ur. 1990), zamieszkały w Sztokholmie niezależny fotograf. Jego ambicją jest ukazywanie punktów widzenia, które zazwyczaj uchodzą uwagi. Pracuje dla jednej z największych gazet codziennych w Szwecji („Dagens Nyheter”) i licznych czasopism. W 2015 roku wydał swoją debiutancką książkę, Mellan rummen – opartą na wątkach autobiograficznych opowieść o rodzinie, rasizmie i miłości. On sam urodził się w Szwecji, lecz jego rodzice opuścili swoje kraje pochodzenia, by tu zbudować nowe życie.

Na zamówienie Instytutu Szwedzkiego Mahmoud przez rok zbierał fotografie i historie, które złożyły się na wystawę „Portrety migracji”.

Wszyscy chcieli rozmawiać o miłości. Miłości do ukochanej osoby, której nie udało się przyjechać do Szwecji, do bliskich, którzy wyjechali, do przyjaciół i partnera, którzy mieszkają w Szwecji.

– zdradza Alexander Mahmoud

Artysta wierzy, że w obliczu szerzącej się dezinformacji i ksenofobii projekt ten ma do odegrania ważną rolę, i dlatego o bohaterach wystawy „Portrety migracji” opowiada przy użyciu różnych środków.

SUZANA:

„SPADŁ GRANAT, A ONA JAKBY NIGDY NIC LEŻAŁA W KAŁUŻY”

Urodziłam się w Sarajewie. To miasto śni mi się, gdziekolwiek jestem. Potem wybuchła ta cholerna wojna. Schroniliśmy się w piwnicy. Mieszkaliśmy w niej przez cztery miesiące, w ogóle nie wychodząc na zewnątrz. W końcu można było wyjść z ukrycia. Pierwsza rzecz, którą chcesz zrobić po czteromiesięcznym zamknięciu, to skakać po kałużach, ogromnych, bo wypełniających miejsca, gdzie bomby porozrywały asfalt. Nagle rozległ się alarm. Byłam na zewnątrz razem z moją najlepszą wówczas koleżanką. Miałyśmy na sobie czerwone kozaczki, dżinsowe ogrodniczki i nakrapiane podkoszulki z kapturem.

Spadł granat, a ona jakby nigdy nic leżała w kałuży. Wróciłam do piwnicy i powiedziałam mamie, że moja koleżanka jest nudna, bo chce tylko leżeć w kałuży z naburmuszoną miną. Mama zrozumiała, co się stało. Zabrałyśmy ją do piwnicy i tam pochowałyśmy. Mojej martwej przyjaciółce powiedziałam:„Wiesz co, będę żyła podwójnie. Za ciebie i za siebie”.

Potem przyjechaliśmy do Szwecji. Wydała mi się piękna i przychylna, ale to pewnie była moja dziecięca naiwność. Chodziłam jak paw. Mama wpadła na kapitalny pomysł: powiedziała mi, że wszyscy Szwedzi uśmiechają się do mnie, bo chcą, żebym tu została. Raz przed ośrodkiem dla uchodźców zgromadził się tłum. Usłyszałam okrzyki „Suzana! Suzana!” i pomyślałam sobie, o kurczę, przyszli tu dla mnie! Przeciskałam się przez tę ciżbę i pozdrawiałam wszystkich dookoła. Okazało się jednak, że to slangowa nazwa największej partii politycznej w Szwecji brzmi łudząco podobnie do mojego imienia.

Wróciliśmy do Bośni i zatęskniłam za bułeczkami cynamonowymi, hot dogami i atmosferą Bożego Narodzenia. Wróciłam do Szwecji i zatęskniłam za solidarnością, z jaką spotkałam się w dzieciństwie. Teraz pytam ludzi: „Czy twoje życie w jakikolwiek sposób pogorszyło się z powodu przyjeżdżających tu Syryjczyków? Czy kupujesz mniej bananów? Otrzymałeś gorszą pomoc medyczną? Zaczęli ci wyłączać prąd? Najczęściej odpowiadają, że ich życie nie zmieniło się na gorsze. I wtedy pytam: „Więc co ci się nie podoba? Dlaczego się wkurzasz?”’

MARWAN:

„MAM TĘ JEDNĄ SZANSĘ I TO JEDNO ŻYCIE”

Wieczór w dniu premiery. Jestem strasznie podekscytowany, ale też podenerwowany. Czuję energię, jakbym to miał we krwi. Jestem aktorem i za chwilę wystąpię w Królewskim Teatrze Dramatycznym! Na widowni siedzą ludzie, którzy wiele dla mnie znaczą, w tym rodzina, która adoptowała mnie, kiedy przyjechałem do Szwecji. Spektakl opowiada o moim życiu, o wszystkim, przez co przeszedłem. Zasadniczo powstał w oparciu o wywiad w urzędzie migracyjnym – instytucji, która decyduje, czy otrzymasz azyl, czy zostaniesz wyrzucony ze Szwecji. Siedzisz w pokoju przesłuchań, megaciasnym i ponurym, to bardzo stresujące. Podczas spotkania z oficerem prowadzącym czujesz, jakby z jednej strony palił cię ogień, a z drugiej mroził lód. W przedstawieniu chodzi o to, by pokazać coś więcej niż tylko statystyki i nagie liczby, pokazać uchodźców – ich opowieści, wspomnienia. Ludzie wyrabiają sobie opinię o mnie po wyglądzie. Jest wiele rzeczy, których o mnie nie wiedzą. Jestem feministą i uwielbiam heavy metal. Nie wierzę w granice, narody ani Boga. Wierzę w działanie i prawość. Zawsze byłem ciekawy świata. Do Szwecji przyjechałem między innymi dlatego, że jest bardzo różnorodna i jest czymś zupełnie nowym – czymś, co oferuje nowe perspektywy. Życie jest za krótkie, by marnować je na jakieś bzdety.

Nie wiem, co się stanie po mojej śmierci – mamtę jedną szansę i to jedno życie.

Chcę doświadczać każdej chwili, jaką mam. Nie mówię o imprezowaniu czy ćpaniu – chcę się uczyć, poznawać nowych ludzi. Moja dewiza to: „Żyje się tylko raz”. YOLO.

RUBEN i FRANCIS:

„NIE PRZYJECHALIŚMY TU Z WYBORU”

Opowiem panu o nim. Był przyjacielem mojego brata, moja rodzina polubiła go. Kiedy spotkałam go po raz pierwszy, spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Siedział tam, z długimi włosami i w wełnianej czapce. Miał na sobie znoszone buty, coś w rodzaju adidasów na grubej podeszwie, jakie wtedy były modne. Uwiodła mnie jego szczerość. Nigdy nie kłamał i podobało mi się, że lubi gestykulować. I te jego szalone oczy! Zakochaliśmy się. Aż pewnego dnia przyszła policja. Myśleli, że jestem nielegalna i bez wyjaśnienia aresztowali mnie, a Rubena wpakowali do drugiego auta. Nie ufałam policji – uciekłam przed dyktaturą, a teraz wylądowałam na tylnym siedzeniu szwedzkiego radiowozu. Z dwoma policjantami w mundurach i jednym w cywilu. To było nieporozumienie, ale kiedy wróciłam do domu, mój ojciec zdążył zapomnieć o wszystkim, za co lubił Rubena, i uznał, że to przez niego trafiłam na policję. „Wiesz co, wyprowadzam się”, oznajmiłam. Spakowałam swoje rzeczy do torby z Ikei. Przyszedł po mnie Ruben i stąpając po śniegu, ruszyliśmy przed siebie. Było ciemno i zimno – to była moja pierwsza zima w Szwecji. Miałam na sobie długą granatową koszulę i różową kurtkę. Ruben był w tych swoich koszmarnych adidasach z grubą podeszwą. Zostawiłam swojego tatę. Ale było warto: straciłam zaufanie do tych, którzy byli dla mnie ostoją, ale przestali mnie rozumieć, za to zyskałam kogoś, kto mnie nie znał, ale komu mogłam zaufać. Nie mogę powiedzieć, że znaleźliśmy z Rubenem dom. Domem od początku było Chile. Zawsze myśleliśmy, że wrócimy. Nie przyjechaliśmy tu z wyboru. Nie wybraliśmy Szwecji dlatego, że nam pasuje. Do tego miejsca, w którym nawet niebo jest inne, trafiliśmy przypadkiem.

A potem urodziły nam się dzieci i powrót do domu wydawał się coraz bardziej odległy. Chile stało się niczym duch, który stale nam towarzyszy, ale do którego nigdy nie wracamy. Nie chcieliśmy narażać naszych dzieci na niebezpieczeństwa, jakich kiedyś doświadczyły nasze rodziny. Nigdy nie byliśmy patriotami, nigdy nie chcieliśmy afiszować się symbolami naszego kraju. Ale chcemy rozmawiać z naszymi dziećmi w ojczystym języku, tłumaczyć im, że trafiliśmy tu, bo jesteśmy uchodźcami politycznymi.

Uciekliśmy przed dyktaturą i uczymy ich słów typu „solidarność”. Potrzeba czasu, by w nowym miejscu poczuć się jak u siebie. Ale dziś czujemy się tu jak w domu.

FARZANA:

„NIE WIEM, GDZIE JEST MÓJ TATA”

Wiem już, że w Szwecji mówi się „Ene, due, rike, fake”, kiedy trzeba podjąć decyzję. Czasem lubię bawić się w lekarkę albo nauczycielkę – wtedy mogę decydować o tym, co robią inni. Nie wiem, gdzie jest mój tata. Zaginął. Lubię bawić się w ciuciubabkę.

YALDA i ESTHER

YALDA: „TĘSKNIĘ ZA MAMĄ”

Kiedy byłam przeziębiona, moja mama denerwowała się – ciepło mnie opatulała i podawała gorące mleko. Teraz jestem przeziębiona, ale nie ma przy mnie nikogo, kto by się denerwował, opatulał mnie albo podawał gorące mleko. Tak bardzo tęsknię za rodziną. Tęsknię za mamą. Zadajesz wiele pytań – czy w ogóle wiesz, jak to jest tęsknić za własną mamą? Żyję nadzieją. Że wszystko się ułoży. Ciężko być samemu, ale wielu z nas nie ma nikogo. Uczymy się od siebie nawzajem. Musimy być silni.

ESTHER: „ZAWSZE WALCZĘ O LUDZI”

Wszyscy w tym kraju chcą, żebym się do nich dostosowała. Nie rozumieją, przez co przeszłam. Ci z nas, którzy zostali zmuszeni do ucieczki, doświadczają rzeczy, których się nie spodziewali. Wielu potrzebuje dodatkowej pomocy i ludzi, którzy rozumieliby, co przeżyliśmy i skąd pochodzimy. W przyszłości chcę zajmować się prawami człowieka – jestem tego pewna. Chcę działać na rzecz uchodźców, równouprawnienia płci i prawa do tego, by być, kim się chce. Nie lubię, kiedy ktoś próbuje mnie zmieniać. Kim jestem? Uwielbiam tańczyć. Zawsze walczę o ludzi. Próbuję śmiać się ze swoich problemów. Jestem silna.

MOULHAM:

„CHCĘ REPREZENTOWAĆ SZWECJĘ”

W Syrii byłem mistrzem kraju. Ja i koledzy z drużyny osiągnęliśmy wiele sukcesów. Aż wybuchła wojna. Rozjechaliśmy się po Europie i od naszej ucieczki nie widziałem ich ani razu. Kiedy jednak moja szwedzka drużyna piłki wodnej miała wziąć udział w turnieju, udało mi się sprowadzić do Szwecji dawnych kolegów i wystąpiliśmy na tamtych zawodach jako drużyna uchodźców. To był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia. Nie mogłem reprezentować Syrii na mistrzostwach świata. Dziś mam nową ojczyznę – Szwecję. Chcę ją reprezentować. Każdy ma jakąś pasję. Moją jest piłka wodna.

YASMIN:

„NOSZĘ JĄ, BO TAK CHCĘ”

Dziś Szwecja obchodzi Święto Narodowe. Usiądziemy w pobliżu Pałacu Królewskiego, będziemy uczyć się szwedzkiego i oglądać uroczystości. Wszyscy dookoła mają właśnie przerwę na kawę, fikę. Ja jednak rozpoczynam dziś ramadan. Przez trzydzieści dni będę pościć. Dzięki temu czuję wewnętrzny spokój. W metrze jakiś facet kazał mi zdjąć chustę. „Czemu taka śliczna dziewczyna nosi coś takiego?”, zapytał. „Noszę ją, bo tak chcę”, odpowiedziałam. Czuję wewnętrzny spokój.

ASHEK i RAJEEB:

„CZEKAMY NA NOWY POCZĄTEK”

To był piękny dzień. Spacerowałem po ogrodzie botanicznym. Nagle dostałem SMS-a: „Zabrała mnie policja. Jeśli nie wypuszczą mnie do wieczora, daj wszystkim znać”. Czułem, jakby uszło ze mnie życie. Cały ogród poszarzał. Wszystkie kwiaty straciły swoje barwy. Byłem zrozpaczony. Zawsze czułem się rozdarty między dumą z Rajeeba a lękiem o niego, bo zawsze głośno mówi to, co myśli, a w naszym kraju uchodzi za jednego z pierwszych mężczyzn otwarcie deklarujących się jako gej. Dopóki go nie spotkałem, nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia. Nigdy nie myślałem, że to uczucie może być czymś tak realnym i organicznym. Wszystko, co robi, jest tak szczere i znaczące. Ale w kraju, z którego pochodzimy, nasz związek nie jest uznawany – ani przez prawo, ani przez społeczeństwo. Chciał zostać w kraju tak długo, jak długo był w stanie pomagać tym, którzy znajdowali się w niebezpieczeństwie. Cały czas namawiałem go, żeby uciekł – żebyśmy mogli bezpiecznie być razem. Szczęśliwym trafem dotarliśmy do Szwecji i postanowiliśmy ubiegać się o azyl. Bangladesz był dla nas domem – miejscem zabawy, przyjaźni i szczęścia. Wszystko to zostało nam odebrane. Teraz czekamy na nowy początek.

MOUBARAK:

„DARFUR UNITED PRZEPROWADZIŁ SIĘ DO SZWECJI”

Do obozu dla uchodźców w Czadzie przyjechała amerykańska organizacja charytatywna. Jej ludzie powiedzieli nam: „Spróbujemy zdobyć puchar świata drużyn nieuznawanych”. Przegraliśmy wszystkie cztery mecze, straciliśmy sześćdziesiąt jeden goli, ale poznaliśmy mnóstwo wspaniałych ludzi z całego świata. Z hotelu wymknęliśmy się po zmierzchu. W ostatni dzień turnieju. Zamówiliśmy taksówkę, daliśmy kierowcy wszystkie pieniądze, jakie mieliśmy. Dziesięć tysięcy koron szwedzkich. Kazaliśmy zawieźć się do urzędu migracyjnego w Gävle. Oddalonego o trzysta dziewięćdziesiąt kilometrów – myśleliśmy, że to jedyny urząd migracyjny w całej Szwecji. Chłopaki z drużyny uważały, że lepiej uciec samolotem. W przeciwnym razie trzeba wydać mnóstwo pieniędzy, pokonać szmat drogi i ryzykować przeprawę przez Morze Śródziemne. Mieliśmy szczęście. Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem poinformowano nas, że możemy zostać w Szwecji. Teraz chcemy mieszkać pod jednym dachem, wspólnie trenować, spać i jeść. Wszystko się ułoży. W ten sposób Darfur United, klub piłkarski założony w obozie dla uchodźców w Czadzie, przeprowadził się do Szwecji. Uciekliśmy wszyscy.

NADJA:

„NIE MOŻEMY ZAMYKAĆ GRANIC I OGRANICZAĆ PRAW”

Niedawno zaczęto mnie nazywać „aktywistką”. Dlaczego dopiero teraz? Zajmuję się tymi problemami od przeszło siedmiu lat jako prawniczka. Spotykam rodziny z apatycznymi dziećmi, które przez całe miesiące i lata są karmione przez rurkę, a mimo to nie dostają szansy na pobyt. Spotykam ojców, którzy w krajach urodzenia zostawili swoje rodziny w nadziei, że znajdą jakieś przyjazne miejsce, kraj, w którym mogliby połączyć się ze swoimi rodzinami. W mojej utopii ludzie nie muszą uciekać ze swoich krajów, lecz w świecie, w którym dziś żyjemy i w którym tak wielu ludzi skazanych jest na tułaczkę, nie możemy zamykać granic i ograniczać praw, tak jak to dziś robią kolejne państwa. Znajdujemy się w sytuacji wyjątkowej, a to wpływa nie tylko na uciekających, ale też na nas. W zeszłym roku Szwecja zaostrzyła prawo migracyjne. W Europie należy do grona państw najsurowiej podchodzących do kwestii łączenia rodzin. Jednocześnie obowiązuje ją „Europejska konwencja praw człowieka”, gwarantująca wszystkim prawo do życia w rodzinie. Jako prawniczka mam obowiązek ujawniać niesprawiedliwość. Jeśli ludzie chcą nazywać mnie aktywistką, to proszę bardzo. Uznaję to za komplement.

CARLOS:

„MÓJ SYN MUSIAŁ TYLKO URODZIĆ SIĘ W BEZPIECZNYM KRAJU”

Zostałem ojcem dziecka, które zaraz po urodzeniu otrzymało numer ewidencyjny. Byłem w szoku i zapytałem położne, jak to możliwe, że tak szybko udało się przyznać numer ewidencyjny. Aby uzyskać taki numer, ja i inni imigranci muszą się sporo natrudzić. A mój syn musiał tylko urodzić się w bezpiecznym kraju.

SABAH i SALMA:

„LUDZIE SĄ TU W WIĘKSZOŚCI OTWARCI”

Kebbe to moja ulubiona potrawa. Ta mieszanka bulguru i mięsa jest rewelacyjna, można ją smażyć, grillować lub piec. Podajemy ją z jogurtem. Naszą restaurację, nazywającą się „Damaszek”, otworzyliśmy sześć miesięcy temu. Nikt z nas nigdy wcześniej nie pracował w kuchni, ale domowe jedzenie mojej mamy było tak pyszne, że pomyśleliśmy, że moglibyśmy serwować je innym. Wielu z nas jest w tym kraju od niedawna, więc chcieliśmy, żeby nasze syryjskie jedzenie dawało tu w Szwecji namiastkę domu. Ludzie są tu w większości otwarci – nie interesuje ich, kim jesteś, byle byś był dobrym człowiekiem i nikogo nie krzywdził. Możesz tu być, kim tylko zechcesz, możesz robić, co tylko zechcesz. Możesz mieć bzika albo tak jak ja ufarbować sobie włosy na dziwny kolor.

SAMAD:

„MOIM NAJWIĘKSZYM WROGIEM JEST SAMOTNOŚĆ”

Opowiem ci o samotności: to mój największy wróg. Kiedy przyjechałem do Szwecji, przez cały czas z nią walczyłem. Próbowałem ją pokonać. W kraju, z którego pochodzę, byłem związany z wieloma ludźmi. Z rodziną, sąsiadami, przyjaciółmi i znajomymi. Wszystko to zostawiłem, kiedy w pojedynkę uciekłem do Szwecji. Raz, kiedy nie miałem dokąd pójść, szwedzka znajoma zaproponowała, że mogę zatrzymać się w jej domku letniskowym w lesie. Obraziłem się na nią – miałem mieszkać w lesie sam jak palec? Pomyślałem, że tylko szaleńcy przebywają sami w lesie. Z czasem jednak zacząłem rozumieć, że wszyscy niekiedy potrzebujemy chwil samotności, by przemyśleć pewne sprawy. Ale dążenie do kontaktu z ludźmi zawsze będzie częścią mojego życia. Zawsze będę chciał być blisko ludzi.

IBRAHIM:

„DOSTAŁEM POZWOLENIE NA POBYT STAŁY W SZWECJI”

Jestem spóźniony. Przed chwilą skończyłem spotkanie z pracownikami urzędu migracyjnego. Mecz już się zaczął. Podbiegam do trenera i mówię, że mogę wejść na boisko bez przebierania się. Już w pierwszej minucie, podczas pierwszego ataku, umieszczam piłkę w siatce. Triumfalnie podbiegam do kolegów z drużyny, wykrzykując, że dostałem pozwolenie na pobyt stały w Szwecji. To dlatego się spóźniłem. To jedna z najważniejszych chwil w moim życiu. Wszyscy gracze drużyny Flyttfågeln FC („FC Wędrowne Ptaki”) to niepełnoletni imigranci, którzy przyjechali tu bez rodziców. Wszyscy się przyjaźnimy. Mam nadzieję, że każdy z nich będzie mógł zostać w Szwecji.

AZAD:

„DZIŚ JEDNAK WSZYSCY BUDZIMY SIĘ POD WSPÓLNYM DACHEM”

Na zdjęciu: Mohammad, Jendara, Azad, Baland i Nesrin.

Zaczęła się wojna. Moja żona i dzieci wyjechały z Aleppo na początku, ale ja zostałem. Nie chciałem porzucić swojego zakładu odzieżowego. Miałem dwudziestu pięciu pracowników i czułem się za nich ogromnie odpowiedzialny. Długo myślałem, że wojna lada chwila się zakończy, ale z czasem robiło się coraz gorzej. Pamiętam, jak pewnego dnia, kiedy finalizowałem duże zamówienie na tradycyjne suknie, na fabrykę spadła bomba. Wylądowała zaledwie kilka metrów ode mnie. Musiałem wyjechać. Swojej rodziny nie widziałem przez trzy lata. Myśleliśmy, że straciliśmy wszystko: mieszkanie, miasto, jedzenie. Dziś jednak wszyscy budzimy się pod wspólnym dachem. Inni uchodźcy mieli o wiele mniej szczęścia. 

OUSMAN:

„CZASEM MOJA PRACA PRZYCIĄGA PUBLICZNOŚĆ”

Tkactwo to mój żywioł. W Gambii zawsze tkałem pod gołym niebem. Swoje krosno zbudowałem własnymi rękami – od zera. W Szwecji też kiedy tylko mogę, pracuję pod gołym niebem. To fascynuje wielu ludzi, więc czasem moja praca przyciąga publiczność.

Używam tradycyjnych zachodnioafrykańskich wzorów – wyrabiam obrusy, pulowery i dywaniki. Czasem ktoś skarży się, że krosno robi dziury w trawie. He, he, jest w tym coś szwedzkiego!

LEYLA i MUHABBAT:

„CÓRKA GRA NA SIEDMIU INSTRUMENTACH”

Zanim zaczęłam raczkować, uderzałam mocno w stół, udając, że to pianino. Zanim nauczyłam się mówić, śpiewałam. Po prostu miałam to we krwi. W swojej ojczyźnie byłam sławną dyrygentką. Uczyłam baletu, teatru i muzyki. Wszystkie moje dzieci są muzykami. Córka gra na siedmiu instrumentach. Nigdy nie przypuszczałam, że będziemy musieli uciekać. Mam już swoje lata. Niełatwo nauczyć się nowego języka, ale dostałam tu pracę w charakterze nauczycielki muzyki. Muzyka to język, którym mogę się posługiwać na całym świecie.

SAMIRA:

„TRZYMAM NA WODZY SIEBIE I SWOJE EMOCJE”

Mam na imię Samira. Co chciałbyś wiedzieć? Jestem uchodźczynią polityczną. Pewnie mógłbyś mnie nazwać komunistką. Kiedyś co noc płakałam. Później odkryłam taniec. Nie wiedziałam, jak to się robi, ale muzyka wywierała na mnie ogromny wpływ i po prostu zdawałam się na własne ciało. Więc zamiast zapłakiwać się każdej nocy, zaczęłam regularnie tańczyć. Czekałam. Czekam. Od czterech lat. Już dwa razy zrobiłabym magistra, gdybym od razu dostała prawo stałego pobytu. Przez te cztery lata moje życie diametralnie się zmieniło. Na początku była tylko dezorientacja. Potem tylko nienawiść. Dziś kocham ludzi wokół siebie, ale nie chcę się zakochać. Trzymam na wodzy siebie i swoje emocje. Nie chcę prosić nikogo o pomoc. Chcę być silna i niezależna. Chcę nieść tę ciężką walizkę, jaką jest moje samodzielne życie.

YAMA i AISHA:

„I WTEDY PRZYSZŁA DECYZJA, ŻE NIE MOŻEMY ZOSTAĆ W SZWECJI”

Opowiem panu o niej. Zobaczyłem ją w banku i na migi próbowałem jej powiedzieć, żeby do mnie zadzwoniła. Nie zadzwoniła. Potem spotkałem ją jeszcze raz, ale nie mogliśmy

rozmawiać. Kiedy spotkałem ją po raz trzeci, napisałem swój numer telefonu na świstku papieru, który upuściłem na ziemię. Kilka dni później zadzwoniła. Rozmawialiśmy bez końca. Ukrywała się. Nie wolno jej było ze mną rozmawiać, bo została już obiecana komuś innemu. Ale rozmawiała. Jest dzielna. Zakochaliśmy się w sobie i uciekliśmy z kraju. Była wówczas szczęśliwa i przez jakiś czas było nam razem wesoło. Urodziły nam się dzieci. I wtedy przyszła decyzja, że nie możemy zostać w Szwecji. Od tamtego czasu z każdym dniem czuje się coraz gorzej. W niektóre dni nie ma nawet sił, żeby być przy dzieciach.

TINA:

„ZAŁOŻYLIŚMY REFUGEES WELCOME STOCKHOLM”

Idę na dworzec główny w Sztokholmie. Trzymam papierową torbę pełną czekoladowych batonów, zdając sobie sprawę, że starczy ich tylko na jakiś czas. Na miejscu panował totalny chaos organizacyjny. Co godzinę przyjeżdżał pociąg z imigrantami. Jedni zamierzali zostać w Sztokholmie, inni jechali dalej. Pomagaliśmy im z tłumaczeniem, biletami i jedzeniem. Próbowałam koordynować całą akcję i weszłam w nową rolę. Po powrocie do domu padałam ze zmęczenia, ale w nocy nie mogłam zmrużyć oka. Batony skończyły się pierwszego dnia – ja jednak trwałam przez kolejne tygodnie. Założyliśmy Refugees Welcome Stockholm i dbaliśmy o to, by przybywającym do Sztokholmu uchodźcom wychodzili naprzeciw służący im pomocą wolontariusze. Byłam tam codziennie od piątej rano do drugiej w nocy. Gdybym nie spędzała tam tyle czasu, to jak miałabym motywować innych do tego, żeby poświęcali swój czas i pomagali? Odłożyłam na bok swoje drugie życie, to poza dworcem, między innymi studia magisterskie na politologii. Nie można zajmować się teorią w chwili, kiedy obok rozgrywa się katastrofa humanitarna. Pamiętam, że kiedy uciekałam ze swoją mamą, porzucono nas na pustyni. Pierwszymi ludźmi, których wtedy spotkałyśmy, byli wolontariusze. Zawieźli nas samochodem w bezpieczne miejsce. Uratowali mi życie i dlatego dziś czuję się w obowiązku pomagać uciekinierom, jak tylko mogę. Jeśli pamiętasz o pomaganiu, spłacasz dług wdzięczności. Wczoraj uciekałam ja, jutro to samo może spotkać ciebie.

Ułatwienia dostępu
pl_PLPolish

Zapisz się!

Chcę otrzymywać newsletter
(Możesz wypisać się w każdej chwili)